Jest w Lesznie taka szkoła, na której wspomnienie jednym włos jeży się na głowie, a na usta ciśnie się: banda kujonów, pani w spożywczym patrzy na Ciebie mówiąc: „ Jedynka, uuu, to wy się tam chyba musicie dużo uczyć!”, podczas gdy w oczach innych można zobaczyć ... podziw, a na mojej twarzy pojawia się uśmiech! Witamy w I LO!
Moja kariera naukowa (jak to dumnie brzmi) w owym liceum rozpoczęła się 4 lata temu, kiedy to jeszcze nieświadoma tego co mnie czeka, dostałam się to tzw. „zerówki” (pozdrawiam 3H i panie anglistki!), co nie ukrywając stało się jedną z trafniejszych decyzji mojej dotychczasowej edukacji. Nie zamierzam nikogo czarować odnośnie przyczyny wyboru tej, a nie innej szkoły, gdyż nie ma co ukrywać, że nasze LO jest jednym z najlepszych w regionie. Choć nie wypada mówić tego maturzystce (wciąż trudno mi uwierzyć, że już nią jestem), jednak szybko się okazało, że szkoła to znacznie więcej niż tylko nauka, lekcje itp., ale także to, co dla człowieka oprócz rodziny najcenniejsze – przyjaciele (pozdrawiam Was kochani)! To w dużej mierze dzięki nim znacznie łatwiej jest nam przeżyć wszelkie trudy, również te szkolne, to oni sprawiają, że te kilka godzin spędzonych w LO upływa w pełnej humoru i radości atmosferze, a teraz z takim trudem przychodzi mi pogodzić się z odejściem z tej szkoły. Również jest to zasługa Szanownego Grona Pedagogicznego, a przynajmniej jego części, która staje się czymś więcej niż zwykłymi wykładowcami, bo poszerza horyzonty i pomaga w rozwijaniu naszych pasji, trzeba tylko trafić na odpowiednią osobę. Tak, tak, nauczyciel też człowiek, którego im bliżej do zakończenia szkoły, tym bardziej doceniam. Być może trudno Wam w to uwierzyć, ale sami kiedyś się przekonacie, że coś w tym jest.
Zostawiając te kilka refleksji maturzysty na boku, wypadałoby również wspomnieć to, co tygryski lubią najbardziej, a więc trochę plotek i mitów. No niestety, muszę was zmartwić co do ich autentyczności! Decydując się na zdawanie do tej szkoły nasłuchałam się dość rewelacji i głosów - po co tam idę, skoro pewnie i tak sobie nie poradzę. Wtedy ktoś szczególnie mi bliski powiedział, że lepiej być najgorszym wśród najlepszych, niż najlepszym wśród najgorszych. Jak się okazało, nie taki diabeł straszny jak go malują! Choć podobno w każdej legendzie jest trochę prawdy, jednak po 4-letnim stażu w tej szkole muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczona. Przez cały okres pobytu tutaj nie spotkałam się z tzw. „wyścigiem szczurów”, o którym wcześniej tak wiele słyszałam, chyba, że owymi szczurami nazwać grupę ambitnych ludzi, którym zależy na czymś więcej niż tylko na zdaniu do następnej klasy! Równie zabawne wydają się spostrzeżenia na temat nauki w naszym LO – „bo w „Jedynce” trzeba się uczyć”. Owszem, nauczyć się trzeba tak jak wszędzie, ale choć zabrzmi to banalnie, nie ma nic za darmo. Chciałabym was jednak uświadomić, że obecność w 1LO to nie tylko „ślęczenie nad książkami” (w końcu nie samą nauką żyje człowiek ;)), ale także zabawa, a aby o tym się przekonać wystarczy spędzić u nas trochę czasu, rozmawiając z uczniami, czy też biorąc udział w którymś z koncertów w, jakże nam bliskim Kontrabasie. W jakiej innej szkole dowiecie się kim był Gregory Peck, jak przydatne na maturze może okazać się niepozorne słówko „konwencja”, jak szybko rozmrozić rybę (bez używania suszarki!), a także, że „fizyka to nie pępek świata” (cóż za ulga dla wszystkich humanistów!) – bezcenne, za wszystko inne zapłacisz kartą Master Card ;).
Wiele osób powtarza, że liceum to jeden z najpiękniejszych okresów w naszym życiu. Niestety dla mnie dobiega on już końca, na szczęście są wspomnienia! Pozostaje mi życzyć Wam wiary w siebie i swoje możliwości, odrobinę samozaparcia w wyborze drogi życiowej i pamiętajcie, słuchajcie głosu serca (inaczej nie byłoby mnie tutaj!). Powodzenia!
ae (3H)