Czy 0=1? Tak, bo jeśli „zerówka” to tylko w „jedynce”!

Do I Liceum Ogólnokształcącego w Lesznie chciałam iść odkąd tylko pamiętam; zastanawiałam się tylko, czy iść do „zerówki”, czy poczekać i chodzić do liceum tylko trzy lata. Przeglądałam informatory i testy, rozmawiałam z uczniami i absolwentami „jedynki” – za każdym razem utwierdzałam się jeszcze bardziej w przekonaniu, że ta szkoła jest idealna dla mnie.
W końcu zaniosłam do sekretariatu podanie z prośbą o przyjęcie mnie do klasy zerowej z poszerzonym językiem angielskim i przystąpiłam do dwudniowych egzaminów wstępnych. Nie odczuwałam dużego stresu – traktowałam testy bardziej jako sprawdzenie swoich umiejętności, wiedziałam, że gdyby nie poszły mi najlepiej mogłabym wrócić do gimnazjum i próbować w przyszłym roku.
Do „zerówki” przyciągała mnie przede wszystkim perspektywa nauki języka (16 czy 18 godzin tygodniowo to naprawdę nie byle co!), poznania nowych osób i poszerzania horyzontów, a także, nie będę ukrywać, swego rodzaju niechęć do gimnazjum, ucieczka przed mundurkami i to, że wynik egzaminu pisemnego na koniec trzeciej klasy nie będzie miał tak dużego znaczenia dla mnie (ani dla dyrekcji liceum), jak gdybym szła do klasy pierwszej. Komfortową sytuacją było również to, że gdyby mi się nie spodobało, w każdej chwili mogłabym wrócić do gimnazjum.
Gdy w jednym z pierwszych dni wakacji przyjechałam do liceum i zobaczyłam swoje nazwisko na liście przyjętych, wahałam się tylko chwilę. Złożyłam podpis, zaniosłam świadectwo ukończenia drugiej klasy gimnazjum i stałam się uczennicą w I LO w Lesznie.
Przed rozpoczęciem roku szkolnego byłam przerażona – nie znałam nikogo ze swojej klasy, nie wiedziałam, kto mnie będzie uczył ani czy uda mi się zaaklimatyzować. Później śmiałam się z siebie – już pierwszego dnia poznałam wspaniałych ludzi, a każda chwila spędzona w szkole była lepsza od poprzedniej. Poziom nauczania jest bardzo wysoki, nauczyciele wpajają nam mnóstwo informacji, dużo wymagają, a jednak nie przestają być naszymi przyjaciółmi. Uczą nie tylko wykładanych przez siebie przedmiotów, ale także innego rodzaju wiedzy – tej najbardziej „życiowej”. W szkole działa mnóstwo kół zainteresowań, organizowanych jest wiele imprez, wyjazdów czy akcji – jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie. Wszyscy są otwarci na nowe propozycje – wystarczy wyjść z inicjatywą.
W szkole i w poszczególnych klasach panuje wspaniała atmosfera – w końcu trzeba jakoś wytrzymać ze sobą te osiem godzin dziennie. Co tu dużo pisać – I LO w Lesznie posiada swój niepowtarzalny klimat, którego nie da się opisać słowami. Mimo tego, że w liceum jest mnóstwo pracy, każdy znajduje czas dla siebie i przyjaciół.
Opisuję „jedynkę” w superlatywach, a ktoś inny powie: „mnie się tu nie podoba”. Cóż, wszystko zależy od nastawienia. Ja jestem optymistką i mimo tego, że słyszałam również niepochlebne opinie o „zerówkach”, jak i o całym I LO, postanowiłam przekonać się o wszystkim na własnej skórze. Nie żałuję. Gdybym mogła przenieść się w czasie zrobiłabym dokładnie to samo.

Joanna Wojciechowska kl. 01